Ogarnij się, Kobieto!

blog o tym, jak (nie)ogarniam ...
Ogarnij swój czas

„I co ja robię tu (u-u)?” czyli dlaczego zaczynam pisać.

„Co ty tutaj robisz?”

może zapytać niejedna z Was słowami Elektrycznych Gitar („Kiler”a pamiętacie? 😜). No więc (wiem, wiem, nie zaczyna się zdania od „no więc”) co ja robię tu?- ja tutaj próbuję sprawdzić, czy publiczne zobowiązanie się do pracy nad sobą, przyniesie jakiekolwiek efekty. A może pisanie o różnych problemach i sposobach radzenia sobie z nimi sprawi, że moje myślenie się zmieni? Że (nie zaczyna się zdania od „że”, to też wiem 😋) w końcu, jakimś magicznym sposobem, zacznę praktykować, zamiast tylko teoretyzować? Bo (łamię wszelkie zasady poprawnej pisowni, od pierwszego wpisu, ekstra) w teorii jestem całkiem niezła. Serio. Doskonale wiem co, jak, kiedy i z kim, tylko wdrażanie tego w życie odwlekam na później. Na jutro. Na za tydzień. Za miesiąc. Jak się idealnie przygotuję. I tak codziennie.

Co ja tutaj robię? Ogarniam się.

Dlaczego teraz? Bo już zbyt długo to odwlekałam.

I teraz jest ostatni dzwonek. Za pół roku kończy się mój urlop wychowawczy, młodsze dziecko idzie do przedszkola (tzn taki jest plan, mam nadzieję że znajdzie się dla niego miejsce), a ja powinnam wrócić do pracy. Powinnam, choć bardzo nie chcę. Chciałabym więc rozkręcić coś swojego, żeby nie musieć pracować od-do. Chcę mieć możliwość odbierać dzieciaki w godzinach wczesnopopołudniowych, a nie pędzić po pracy na złamanie karku, żeby zdążyć przed zamknięciem przedszkola. Czy mi się uda? Mam nadzieję. Tylko muszę przestać się bać i zacząć robić. Przestać szukać wymówek. A jestem w tym dobra, naprawdę dobra 😜. Chociaż jak się tak zastanowię, to praca w domu wymaga ogromnej samodyscypliny, a z tym u mnie kiepsko (mówiłam że jestem dobra w wyszukiwaniu wymówek 😜). No więc (tu moja polonistka pewnie łapie się za serce po raz nie wiem już który i mdleje) co ja robię tu? – prowadzę zapis mojego wewnętrznego dialogu, mojej wewnętrznej walki dobra ze złem, pracowitości z lenistwem, działania z odwlekaniem. I mam nadzieję, że ogarnę się (w końcu!) w stopniu co najmniej przyzwoitym. Bo że Panią Swojego Czasu nie zostanę, nie mam najmniejszych wątpliwości. A szkoda.