Ogarnij się, Kobieto!

blog o tym, jak (nie)ogarniam ...
mam dużo czasu bo siedzę z dzieckiem w domu
Ogarnij swój czas

Mam dużo czasu, bo siedzę z dzieckiem w domu.

Urlop macierzyński i wychowawczy to nie jest urlop wypoczynkowy.

A często ludzie, zwłaszcza mężczyźni i niedzieciate koleżanki, tak myślą. Wydaje im się, że kobieta siedzi cały dzień w domu i NIC nie robi.

Na kanapie leży ona
matka dziecka, męża żona.
(Czasem jest to konkubina
wtedy, kiedy ślubu ni ma)
Nic nie robi cały dzień,
taki z niej śmierdzący leń.
Nawet obiadu nie ugotowała,
pewnie na fejsie za długo siedziała.
A ona dziecko na rękach nosiła,
bo brzuszek bolał, bo ząb się wyrzynał.
Nawet śniadania zjeść nie zdążyła,
bo tak płakała z bólu dziecina.

To, jak sama nazwa wskazuje, czas na opiekę nad małym dzieckiem. Czas na przytulanie, noszenie, karmienie i wpatrywanie się w śpiącego Małego Człowieczka. A później pokazywanie temu Małemu Człowiekowi otaczającego nas świata. Odkrywanie z nim tajemnic każdej szuflady i szafki, zwłaszcza kuchennej. To czas na podziwianie każdego robaczka i kamyka, czas radości z każdej nowo nabytej umiejętności i czas wybuchów niepohamowanej radości i dumy z trafienia łyżeczką do buzi. I z pierwszych kroków. To jest czas dla tego Małego Człowieczka, czas kiedy poznaje świat i buduje więzi. To nie jest czas na całodzienne pucowanie domu i (tu narażę się niektórym) rozwijanie swojego biznesu. Ale o tym kiedy indziej.

Siedzę z dzieckiem w domu i nic nie robię.

Tylko co oznacza to „nicnierobienie”?

Czy kiedy sprzątam, gotuję, piorę i prasuję to znaczy że nic nie robię? A zdecydowana większość mam to robi (chyba, że trafi na „hajnida”, wtedy naprawdę trudno zrobić cokolwiek). I nie tylko to, robi zdecydowanie więcej. Przede wszystkim opiekuje się dzieckiem. Karmi, usypia, przewija, przebiera, kąpie, przytula, masuje, uspokaja, obserwuje. I wykonuje o wiele więcej mniejszych i większych czynności.

Czy powiesz kucharce, sprzątaczce czy przedszkolance, że nie należy jej się wynagrodzenie, bo przecież nic nie robi? Nie? A matka zajmująca się dzieckiem i ogarniająca domową rzeczywistość często słyszy takie słowa.

Matki „siedzące” kontra matki pracujące.

No tak, wszystko to prawda,  tylko kobiety pracujące zawodowo również sprzątają, gotują, piorą i prasują, a do tego przez 40 godzin tygodniowo (standardowo) są poza domem w pracy, więc tego czasu mają o te godziny pracy (plus godziny na dojazd i powrót) mniej. Teoretycznie zgoda. I wielki szacunek dla pracujących kobiet, szczególnie matek, które po pracy muszą jeszcze ogarnąć i dom, i dzieci. Ale to nie znaczy, że matki na urlopie macierzyńskim czy wychowawczym mają te 40 godzin tygodniowo dla siebie. Tak dobrze, niestety, nie ma. Opieka nad dzieckiem nie polega na zamknięciu dziecka w kojcu na wiele godzin, czy też posadzeniu dziecka na długie godziny przed telewizorem/komputerem/tabletem, żeby sobie bajki pooglądało (choć nie wiem czy takie coś jest możliwe, moje dzieci bajkami nudzą się szybko), żeby sobie w spokoju posprzątać, ugotować, poczytać, pooglądać seriale, pomalować paznokcie czy rozwijać swoje pasje.

Co robię kiedy „siedzę w domu”?

Co więc robię podczas tych ośmiu godzin, podczas których inni ciężko pracują na chleb?:

  • siedzę na przystanku i oglądam przejeżdżające samochody (serio!),
  • przygotowuję dla Młodego Człowieka posiłki,
  • czytam książeczki (tak tak, książeczki, nie książki tylko książeczki, kto przejrzy publikacje dla dzieci doskonale zrozumie różnicę),
  • pomagam ułożyć puzzle,
  • buduję najwyższe na świecie konstrukcje z klocków i wrzeszczę z przerażeniem, kiedy Młody Człowiek burzy je jednym dmuchnięciem,
  • biegam naokoło stołu z samochodem w ręce i udaję policjanta, albo złodzieja, zależy od pomysłu Młodego Człowieka,
  • rysuję miliony, albo nawet tysiące aut, kaczek, piesków i kotków,
  • próbuję zobrazować różnice pomiędzy kołem, kwadratem a trójkątem,
  • tłumaczę które światło „mówi” stój, a które idź,
  • robię babki z piasku,
  • proszę Młodego człowieka po raz „nie potrafię do tylu liczyć”, żeby nie jadł piasku,
  • asekuruję Małego Człowieka wchodzącego na zjeżdżalnię i zjeżdżającego z niej,
  • lokuję Małego Człowieka w huśtawce i przez kwadrans majtam ręką w te i wewte, gadając przy tym głupoty i udając, że sprawia mi to największą frajdę na świecie,
  • oglądam robaki, kamienie i inne dziwne znaleziska tłumacząc, co to jest, i dlaczego nie rozdeptujemy,
  • urządzam kąpiel w środku dnia, kiedy Młoda Maruda tak daje w kość, że jak kolejny raz słyszę „mama”, to mam ochotę wyjść i wrócić za 18 lat,
  • i wiele, wiele innych mniej i bardziej rozwijających dla Małego Człowieka gier, zabaw i zabijaczy czasu,
  • a w międzyczasie powinnam jeszcze idealnie posprzątać, ugotować, pozmywać, załączyć pranie, rozwiesić je, zebrać i wyprasować, zadbać o siebie i atmosferę w domu, bo przecież przez cały dzień nic nie  robię, tylko siedzę w domu, ha!

Chcę znowu być dorosła!

Czy to jest fajne? Ależ oczywiście – pierwsze kilka razy. Kiedy robisz to tygodniami, a nawet miesiącami, masz zwyczajnie i po prostu dość i marzysz tylko o tym, żeby choć przez jeden cały dzień móc pobyć dorosłym. Tylko dorosłym. Bez ciągłych okrzyków zachwytu, turlania się po ziemi i nazywania wszystkiego, co robisz. Tak po prostu usiąść sobie z kubkiem kawy i wypić ją w ciszy i spokoju, bez nerwowego zerkania, czy aby ta chwilowa cisza nie wróży trzech godzin sprzątania rozrzuconych gumek, przywieszek, zawieszek i ciort wie czego jeszcze, co było absolutnie potrzebne i niezbędne do robienia bransoletek, a teraz leży i się kurzy. A w zasadzie kurzyło, bo Młody Człowiek postanowił to jednak odkurzyć. I rozsypać po całym pokoju.

Siedzę z dzieckiem w domu i nic nie robię, tylko się bawię. Brzmi super, prawda? Polecam taką zabawę przez kilka kolejnych tygodni (nie godzin, bo wtedy może i jest fajne), ale tygodni właśnie. W końcu nie ma lepszego sposobu na wyrobienie sobie zdania, niż doświadczenie tego na własnej skórze. A w międzyczasie nie zapomnij wypucować domu, ugotować trzydaniowego obiadu i być najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, bo przecież Ty nic nie robisz, tylko siedzisz w domu i się bawisz.