Ogarnij się, Kobieto!

blog o tym, jak (nie)ogarniam ...
Jak przetrwać przygotowania do świąt
Ogarnij swój czas

Jak przeżyć przygotowania do świąt i nie zwariować?

Ciężarówka Coca Coli już dawno w drodze, w centrach handlowych migoczą miliony lampek, a w tle słychać „Last christmas”.  To oznacza tylko jedno – święta coraz bliżej. Piękny, magiczny czas, okna wypucowane, podłogi wypastowane, migocząca choinka, kolędy w tle i pyszności na stole.  Ale żeby tak było, musisz się bardzo napracować. Ktoś te okna musi umyć, podłogi wypastować, smakołyki upiec, ugotować, usmażyć czy co tam jeszcze.  Jak często w ferworze przygotowań do świąt  Twoje dziecko słyszy:

  • nie teraz
  • za chwile
  • poczekaj
  • tylko to skończę
  • przesuń się
  • nie przeszkadzaj
  • zostaw, to na święta

i jeszcze mnóstwo innych zwrotów, które Tobie mają dać czas i przestrzeń do pracy, a Twojemu dziecku dają komunikat: moja mama mnie nie chce, przeszkadzam jej.

Czyli mam całkowicie odpuścić?

Ależ oczywiście że nie. Ale nie daj się też zwariować! Zastanów się, czy święta to dla Ciebie błyszcząca podłoga, przejrzyste okna i suto zastawiony stół czy może radosne chwile spędzone z najbliższymi. Powiesz że jedno nie wyklucza drugiego. No niby nie, tylko dlaczego wciąż tak wiele kobiet tuż po świętach wręcz pada ze zmęczenia, a radosne wspólne chwile ograniczają się do momentu spożywania posiłku? Przesadzam? Być może, być może Ty jesteś super hiper idealnie zorganizowana i potrafisz zrobić wszystko tak, jak sobie wymarzyłaś. Ja niestety nie. I większość znanych mi kobiet tak samo ;(

Wspomnienia.

Zrób rachunek sumienia i pomyśl, jak tą przedświąteczną gorączkę sprzątająco-kupująco-gotującą zapamięta Twoje dziecko? Czy będą to dla niego wspomnienia cudownego czasu spędzonego z mamą na WSPÓLNYM sprzątaniu, ubieraniu choinki i gotowaniu, ale wtedy niekoniecznie będzie idealnie wg Twoich standardów, bo na oknach zostaną mazy, marchewka będzie nierówno pokrojona a ozdoby choinkowe będą skupione raczej na dole choinki, czy może zapamięta idealnie czysty dom, przepiękną choinkę, fantastyczne potrawy i przemęczoną matkę, która w tym dążeniu do perfekcji zapomina o najważniejszym – o radości. Radości swojej i swoich najbliższych.

Ale będę miała gości …

No i? I co z tego? Ja Cię nie namawiam do niesprzątania i niegotowania w ogóle. Ja namawiam do zachowania rozsądku i zrobienia wszystkiego wystarczająco dobrze, do tego żeby było czysto, ale niekoniecznie sterylnie. Żeby potrawy były smaczne, ale niekoniecznie w  ilościach mogących wykarmić pół Twojego osiedla i niekoniecznie wyglądające jak na zdjęciach mistrzów kuchni (no chyba że jesteś mistrzem pięciogwiazdkowej michelinowej kuchni i Ci zwyczajnie nie wypada).  A że ciocia Gienia i babcia Lusia (z góry przepraszam wszystkie fantastyczne ciocie Gienie i babcie Lusie, bo i takie istnieją) zauważą „artystycznie” przystrojoną choinkę, nierówno sklejone pierogi czy mały zaciek na oknie. So what? Jeśli zauważą, pewnie uśmiechną się pod nosem. Jeśli zauważą i skrytykują, to prawdopodobnie skrytykowałyby cokolwiek – niedostatecznie albo za mocno doprawioną sałatkę, za twarde (wg nich oczywiście) pierniczki czy źle dobrany odcień czerwieni.  Odpowiedz sobie na pytanie:

Na czym Ci zależy?

Na opinii innych, widywanych dwa razy do roku, czepialskich krewnych czy na cudownych wspomnieniach własnych dzieci? Pamiętaj, że dla dzieci nie liczy się lśniąca podłoga, wystylizowane wnętrze czy idealnie polukrowane pierniczki. Dla nich fajne jest wspólne mycie tejże podłogi, nawet jeśli „trochę” za dużo nachlapią, liczy się ułożenie ozdób wg im tylko znanych kryteriów, których kompletnie nie pojmują dorośli i liczy się wspólne pieczenie i lukrowanie pierniczków, choć lukru z jednej strony pierniczka jest dużo za dużo, a z drugiej nie ma wcale. To dla nich jest magia. A czepialscy krewni zawsze do czegoś się przyczepią, choćbyś na rzęsach stanęła.

Więc jak przetrwać przygotowania do świąt?

Spokojnie. Rozplanować sobie wszystko ze sporym zapasem czasu i jeszcze większym marginesem na niedociągnięcia i niezrealizowania planu w stu procentach. I pamiętać, że Twoja pociecha uczy się tego, co ważne, obserwując Ciebie. I to od Ciebie zależy, czy ważna będzie powierzchowność, cała ta marketingowa otoczka i dążenie do perfekcyjnej jakości nadludzkim wysiłkiem, czy bardziej będzie sobie cenić relacje z bliskimi, nawet jeśli będzie się to wiązało z ustąpieniem w pewnych kwestiach i zaakceptowaniem zupełnie odmiennej wizji. Tylko tyle i aż tyle.