Ogarnij się, Kobieto!

blog o tym, jak (nie)ogarniam ...
Prezenty mikołajkowe dla dzieci last minute
Ogarnij swój czas Ogarnij swoje finanse

Prezenty mikołajkowe i świąteczne dla dzieci last minute.

Prezenty dla dzieci (i to nie tylko mikołajkowe i świąteczne)  kupujesz z kilkutygodniowym wyprzedzeniem czy może czekasz do ostatniej chwili i licząc na łut szczęścia, że kupisz to co chcesz i przyjdzie na czas, robisz zakupy last minute? U mnie żadna z opcji nie działa wystarczająco dobrze. Cytując klasyka „i tak źle, i tak niedobrze”.

Prezenty kupowane ze sporym wyprzedzeniem.

Fantastyczna opcja. Masz sporo czasu żeby wyszukać to, co chcesz podarować, w przystępnej cenie. Masz też wystarczająco dużo czasu, żeby pięknie prezent zapakować. Jesteś spokojna i nie martwisz się, czy jeszcze gdzieś to dostaniesz, a jeśli kupowałaś on-line, to dodatkowo czy sklep i kurier się wyrobią. Niestety sposób ten ma jedną, zasadniczą wadę: dzieci (dorośli też, ale dzieci są w tym mistrzami) zmieniają zdanie tak często, że jeszcze nie do końca wyartykułują jeden pomysł, a już opowiadają o kolejnym. Moja córka napisała do tej pory 4 listy do Mikołaja. Do tej pory to nie w całym swoim 7-letnim życiu, tylko w tym sezonie 😉 Oczywiście w każdym liście inne pomysły. I obawiam się, że nie jest to jej ostatnie słowo. Trzylatek jest nieco stabilniejszy w prezentowych chciejstwach, ale i tak do tej pory przerabialiśmy już straż pożarną, klocki, tor samochodowy, a teraz na tapecie jest transformer.

Prezenty kupowane last minute.

Zaletą tego sposobu jest większe prawdopodobieństwo kupienia tego, co akurat w danej chwili jest przez dziecko najbardziej pożądane. O ile jeszcze gdzieś to uda się kupić. I o ile to nie jest pomysł na 5 minut, bo jednak ten pierwszy był znacznie lepszy, a w zasadzie trzeci to był najnajlepszy. I to większe prawdopodobieństwo (ale wciąż tylko prawdopodobieństwo, pewności nie ma nigdy) kupienia tego upragnionego, to myślę jedyna zaleta. No chyba że uwielbiasz sporty ekstremalne, adrenalinę, gwałtowne skoki ciśnienia i bieganie z obłędem w oczach po sklepach (obojętnie czy stacjonarnych, czy internetowych). Wtedy baw się dobrze, poluj i módl, coby sklep wysłał błyskawicznie, a kurier nie zawieruszył na magazynie.

Z życia Nieogarniętej wzięte.

Jak to wygląda u mnie? Ano nieogarnięcie. Przerabiałam już prezenty dla dzieci last minute, czyli kupowanie on-line dzień-dwa przed Mikołajem/ Wigilią/ urodzinami i czasem się udawało, a czasem nie. Przerabiałam też takie kupione duuużo wcześniej, i to dużo okazywało się jednak dużo za dużo. Bo dziecko kompletnie straciło zainteresowanie, albo w międzyczasie babcia kupiła (bo te babcie to tak mają, że jak im się wystarczająco długo opowiada, z wypiekami na twarzy, o kolejnej lalce, to babcia kupi, choćby do końca miesiąca miała jeść chleb posmarowany nożem, niestety). W tym roku chciałam przechytrzyć system i kupiłam prezenty mikołajkowe (podchoinkowych wciąż jeszcze nie mam) 2-3 tygodnie wcześniej. I co? Ano pudło. Koncepcje uległy zmianie i tym co kupiłam będę się chyba bawić sama. No.