Ogarnij się, Kobieto!

blog o tym, jak (nie)ogarniam ...
wszystko albo nic
Ogarnij swój czas

Wszystko albo nic, czyli albo idealnie, albo wcale.

Czy Ty też wyrastałaś w przekonaniu, że jak już coś robisz, to tak na maxa, idealnie, tak że przysłowiowa mucha nie siada? Inaczej to przecież bez sensu? Po łebkach, byle jak, byle było to robią lenie i słabeusze? A przecież nikt nie chce być ani leniem, ani słabeuszem. Tylko u mnie to przekonanie wszystko albo nic przybrało bardzo złą formę. Moje wszystko to nie było wszystko, na co mnie w danej chwili stać, moje wszystko to było wszystko, co można osiągnąć. I to była pułapka.

Czyli ile to wszystko, a ile to nic?

No nic to nic, tak po prostu. Null. Zero. Niente. Koniec, finito, the end i kaput. A wszystko? A wszystko to wszystko to, co w danej chwili, przy danej wiedzy, zasobach, możliwościach i umiejętnościach jesteś w stanie zrobić. To nie to, co można osiągnąć tylko to, co TY możesz osiągnąć, tu i teraz. Nie zawsze idealnie, nie zawsze perfekcyjnie, ale za to najlepiej jak potrafisz. I o to w tym chodzi. O to, żebyś robiła na maximum swoich możliwości, a nie dobijała do jakiegoś nierealnego, nieosiągalnego ideału.

Pułapka wszystkiego i niczego.

Ja w taką pułapkę wpadłam, i wpada w nią wiele kobiet. Facetów zdecydowanie mniej, bo przecież nie od dziś wiadomo, że jak się facet za coś weźmie, to zawsze jest perfect 😉

Żarty żartami, ale powiedz, ile razy zaczynałaś np dietę, ćwiczenia, jakiś super projekt, i odpuszczałaś przy pierwszych przeszkodach? Zeżarta tabliczka czekolady (paka chipsów, pudełko lodów czy co  tam jeszcze lubisz), dwa dni bez treningów czy obsuwa terminu projektu i pomyślałaś, że to bez sensu, zawaliłaś, zmarnowałaś tylko czas i w ogóle do doopy z tym wszystkim? Ja do  tej pory tak działałam. Jak dieta, to super hiper wypasione fit zdrowe posiłki (i nie mam tu na myśli dwóch listków sałaty z połówką pomidora skropionych dwoma kroplami oliwy, bo taka zdrowa i tłuszcz w diecie też jest przecież ważny), jak ćwiczenia to dzień w dzień, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku wyciskanie siódmych potów przez minimum godzinę, bo krócej przecież nic nie daje, a projekt realizowany krok po kroku, punkt po punkcie, zgodnie z przygotowaną wcześniej listą i harmonogramem. Jak się coś nie udawało, to był koniec. Kropka.

Lepiej mieć trochę niż nic.

Przynajmniej ja do takiego wniosku doszłam, i w wielu przypadkach mi się to sprawdza. Bo jeden nadprogramowy posiłek nie spowoduje, że wrócą stracone kilogramy, ale zrezygnowanie ze zdrowego jedzenia i powrót do starych nawyków już tak. W ciągu dwóch dni bez ćwiczeń nie znikną mi wszystkie wypracowane do tej pory mięśnie, za to będą miały tak potrzebny im odpoczynek (bo że ćwiczyć dzień w dzień nie wolno to wiesz, prawda? mięśnie też potrzebują odpoczynku. Fajnie, co?) A realizując projekt na pewno napotkasz na jakieś trudności, nie jesteś jasnowidzem i wszystkiego nie przewidzisz.

A może w trakcie realizacji okaże się, że to inne rozwiązanie jest jednak lepsze, ale jego wdrożenie wymaga nieco przygotowania, zmiany koncepcji i harmonogramu. Albo okaże się, że coś, co sobie wymyśliłaś nijak nie daje się zrealizować i musisz zmodyfikować pewnie założenia. Czy to oznacza, że projekt trzeba odrzucić, bo nie wyrobisz się w zaplanowanym terminie albo finalnie otrzymasz coś nieznacznie innego od  tego, co zaplanowałaś tudzież zrealizujesz plan nieco inną, mniej lub bardziej pokrętną drogą? Ano nie, a przynajmniej nie zawsze.

Ba, śmiem stwierdzić, że lepiej mieć przynajmniej jeden zdrowy posiłek dziennie niż wszystkie posiłki do kitu. Zawsze to ten jeden zły posiłek dziennie mniej 😉 Lepiej ćwiczyć nawet raz czy dwa razy w tygodniu, niż zalec na kanapie z paką chipsów w jednej i czekoladowymi lodami w drugiej ręce. W skali roku tych treningów robi się już kilkadziesiąt, a to zdecydowanie lepiej niż nie ruszać się wcale. I o te kilkadziesiąt treningów jesteś bliżej upragnionej figury 😉
Realizując projekt musisz się liczyć z tym, że Twój plan to tak w zasadzie szkic, i po drodze wiele może się zmienić. I nawet jeśli nie uda Ci się go zrealizować zdobędziesz nową wiedzę i doświadczenie. A to jest bezcenne.

Z życia Nieogarniętej wzięte.

U mnie taki może i głupiutki, ale najświeższy przykład. Postanowiłam szczotkować ciało na sucho. Znowu. Dlaczego znowu? Bo postanawiałam tak już wcześniej. Dwa razy. Za pierwszym razem wytrwałam ze 2 tygodnie, bo miałam szczotkę z rączką, która w moim mniemaniu miała ułatwiać, a de facto utrudniała strasznie. No więc raz mi się nie chciało, drugi raz zapomniałam, no a potem to było już bez sensu, skoro nie było regularnie. Za drugim razem byłam już w ciąży, i rączką wkurzała jeszcze bardziej. Poza tym cierpiałam na przypadłość zwaną „ciążową papką z mózgu” i … zapominałam. Jak zapomniałam raz i drugi, to … tak, zgadłaś,  przestałam, bo skoro nie szczotkowałam regularnie, to to bez sensu.

Teraz jest inaczej. Szczotkuję od 5 miesięcy i idzie mi całkiem nieźle. Czy szczotkuję 2 razy dziennie, tak jak postanowiłam sobie kiedyś tam? Ano nie. Ba, ja rzadko szczotkuję nawet raz dziennie. Teraz wygląda to tak, że nagle mnie oświeca, że jest już południe, a ja rano zapomniałam o szczotkowaniu, po chwili przypominam sobie, że to nie tylko dziś rano, ale i wczoraj, i nawet przedwczoraj też zapomniałam. Zgodnie z moim dawnym rozumieniem wszystko albo nic stwierdziłabym, że to bez sensu, taka przerwa to już koniec. A dziś myślę tak: skoro wczoraj i nawet przedwczoraj zapomniałam, to teraz MUSZĘ. Ale w zasadzie za jakieś 3 minuty powinnam wyjść z domu, a że boję się, że potem znowu zapomnę to biorę szczotkę i masuję przynajmniej brzuch (to teraz mój priorytet, dwie ciąże, wiadomo).

Rozumiesz? Kiedyś przestawałam bo przez jeden dzień zapomniałam, dziś uważam, że masowanie nawet części ciała, bo na całość nie mam w tej chwili czasu, jest lepsze niż nie zrobienie niczego.

Takie zero-jedynkowe podejście do tematu najczęściej powoduje, że zostajesz z niczym. Nie jesteś w stanie pracować non stop na pełnych obrotach, idealnie i perfekcyjnie. Ale jesteś w stanie robić większość rzeczy wystarczająco dobrze, tak, jak pozwala Ci wiedza i czas. A że nie perfekcyjnie? Who cares? Zawsze znajdzie się ktoś, kto zrobi lepiej, szybciej, dokładniej. A Ty rób tak, jak potrafisz i będzie dobrze. A nawet bardzo dobrze!  Lepszy rydz niż nic, o!